czwartek, 29 stycznia 2026

Recenzja książki Piotra Zychowicza pt. "Wołyń zdradzony czyli Jak dowództwo AK porzuciło Polaków na pastwę UPA"

Wołyń (FILM)

Chciałbym podzielić się publicznie moją recenzją na temat książki autorstwa Piotra Zychowicza pt. "Wołyń zdradzony czyli Jak dowództwo AK porzuciło Polaków na pastwę UPA", którą skończyłem czytać dziś (tj. 29.01.2026 r.). Niniejsza pozycja przedstawia temat rzezi wołyńskiej (z uwzględnieniem rozdziału o sytuacji w Galicji Wschodniej) w latach 1943-1945, który pochłonął śmierć około 100 tysięcy Polaków z rąk ukraińskich nacjonalistów OUN/UPA. Do niniejszej zbrodni posłużyły tzw. banderowcom zwykłe narzędzia rolnicze – siekiery, widły i cepy. Było to jedno z najokrutniejszych ludobójstw dokonanych w Europie podczas II Wojny Światowej i zapisało się w historii Polski ponurą sławą. Niniejsza książka jest znakomita i wstrząsająca zarazem, ponieważ ukazuje po pierwsze szokujące wspomnienia i relacje Polaków, którzy byli naocznymi świadkami morderstw dokonywanych przez Ukraińców. Po wtóre pozycja ilustruje mało znany fakt z historii Wołynia jakim był konflikt personalny pomiędzy podpułkownikiem Armii Krajowej Kazimierzem Bąbińskim pełniącym funkcję Okręgu Wołyńskiego Armii Krajowej (AK) a Kazimierzem Banachem piastujący stanowisko Okręgowego Delegata Rządu na Kraj RP na Wołyniu dotyczący kwestii dowodzenia i sposobu walki przez polski ruch oporu co było brzemienne w skutkach dla sytuacji polskiej ludności cywilnej na Wołyniu. Po trzecie książka przedstawia bogatą faktografię dotyczącą stosunku niemieckich władz okupacyjnych do Polaków i Ukraińców na Wołyniu z uwzględnieniem polskiego i ukraińskiego ruchu oporu działającego na tym obszarze. Kluczową informacją związaną z losem obywateli narodowości polskiej na Wołyniu jest fakt pomocy Polakom ze strony Niemców i Węgrów. Przed przeczytaniem niniejszej pozycji posiadałem podstawową wiedzę na temat tego zagadnienia, ale przeczytawszy kolejne podrozdziały tej książki byłem w niemałym szoku z powodu skali wsparcia udzielonemu polskim Wołyniakom ze strony niemieckich władz okupacyjnych i żołnierzy węgierskich. Jeśli chodzi o Niemców to dzięki ich interwencji udało się przekazać polskim bazom samoobrony na Wołyniu amunicję, broń i inny sprzęt przed potencjalnymi atakami ze strony oddziałów UPA i wspomagającego go ukraińskiego chłopstwa. W tym celu Niemcy utworzyli między innymi 202. Batalion Schutzmannschaft czyli jednostkę sił policyjnych z Generalnego Gubernatorstwa złożoną z Polaków, która aktywnie uczestniczyła w działaniach defensywnych na Wołyniu. Dodatkowo niemieckie władze okupacyjne utworzyły oddzielne polskie bataliony Schutzmannschaft utworzone na Wołyniu, które również broniły Polaków przed zbrojnymi oddziałami UPA. Kolejną jednostką wojskową były oddziały SS złożone między innymi z Górnoślązaków wysłane z GG do Łucka na Wołyń. Wszystkie opisane formacje wojskowe były pod auspicjami niemieckich władz okupacyjnych. Z kolei jeśli chodzi o Węgrów to polska ludność cywilna otrzymała od nich należytą żywność i zaopatrzenie oraz eskortowała Polaków z zagrożonych wsi do miast i miasteczek. W kolejnym rozdziale książki dowiadujemy się o aktywności sowieckiej partyzantki na Wołyniu oraz działaniach zbrojnych 27. Dywizji Piechoty Armii Krajowej, która ramię w ramię walczyła z Armią Czerwoną (RKKA) przeciwko wojsku niemieckiemu w bitwie o Kowel na Wołyniu w kwietniu 1944 roku. W tym miejscu należy odnotować, że działalność wspomnianej jednostki Armii Krajowej budzi wśród współczesnych badaczy i historyków coraz większe wątpliwości, nawet kontrowersje za sprawą biernej postawy względem Polaków na Wołyniu. Z formalnego punktu widzenia oznacza to, że 27. Dywizja Piechoty Armii Krajowej pomagała polskim cywilom na Wołyniu tylko w ograniczony sposób. Na ten stan rzeczy wpływa fakt, że pierwsze oddziały AK zostały utworzone na Wołyniu dopiero w styczniu 1944 roku (Sic! Zdecydowanie za późno!), natomiast pierwsze akty ludobójstwa dokonywane przez Ukraińców na Polakach zdarzały się już w styczniu i lutym 1943 roku. Dodatkowo wspomniana jednostka wojskowa AK w ramach Operacji Burza nawiązała współpracę wojskową z Sowietami co skutkowało później rozbrojeniem, aresztowaniami, niejednokrotnie likwidacjami żołnierzy AK oraz wcieleniem bojowników polskich do tzw. Armii Berlinga. Według mnie niestety ofiarność żołnierzy Armii Krajowej na Wołyniu poszła na marne, ponieważ Polska znalazłaby się tak czy inaczej w sowieckiej strefie wpływów zgodnie z ustaleniami konferencji teherańskiej z listopada 1943 roku. Na koniec chciałbym przytoczyć 3 (trzy) znamienne opinie dotyczące roli Armii Krajowej na Wołyniu podczas II Wojny Światowej: „AK nie spełniła pokładanych w niej nadziei – napisano w jednym z dokumentów narodowców. – Nie ujęła w skuteczniejsze ramy samoobrony ludności polskiej. Nie pozwalała na stosowanie odwetu. Nie przeprowadzono stosownego dozbrojenia ludności polskiej”. (s. 417). Kolejna wypowiedź pochodzi od wybitnego polskiego Wołyniaka: „Mimo, że rzezie się nasilały – wspominał po latach Henryk Słowiński – administracja Polskiego Państwa Podziemnego na Wołyniu była bezradna i nie tworzyła oddziałów partyzanckich, które stanęłyby w obronie mordowanych polskich wsi. Za to, że tylu Polaków zginęło, ponosi ona bez wątpienia część odpowiedzialności. Jak można było liczyć na porozumienie z Ukraińcami, skoro u nas na wschodzie Wołynia rzezie trwały już na potęgę i zaczęły się dochodzić w okolice Łucka? UPA z dnia na dzień rosła w siłę, a naszych oddziałów nie było. W efekcie latem 1943 roku UPA nie atakowała polskich skupisk w nocy, tylko czyniła to w biały dzień, działając w sposób masowy i bezkarny”. (s. 431). W 2015 roku Pan Andrzej Żupański, przewodniczący środowiska żołnierzy 27. Dywizji Piechoty Armii Krajowej napisał przedmowę do książki Lucyny Kulińskiej i Czesława Partacza pt. "Zbrodnie nacjonalistów ukraińskich na Polakach w latach 1939-1945". W przedmowie tej znalazły się następujące dwa zdania: „Komenda Główna Armii Krajowej nie udzieliła żadnej pomocy zbrojnej ginącej ludności polskiej Wołynia i Małopolski Wschodniej. Ta decyzja powinna być poddana badaniom naukowym”. (s. 433). Mam nadzieję, że przytoczone przeze mnie niniejsze wypowiedzi otworzą oczy zatwardziałym orędownikom Armii Krajowej i wszystkiego co z tym związane.

Autor tekstu: Arkadiusz Tutak.

Zdjęcie: Główna bohaterka filmu pt. "Wołyń" (2016) o imieniu Zosia po serii tragicznych wydarzeń rzezi wołyńskiej, znajduje schronienie wśród wycofujących się żołnierzy niemieckich. W dramatycznym finale (wraz z dziećmi) ucieka z polsko-ukraińskiego piekła pod ochroną niemieckiego transportu. Niniejsza scena jest oparta na faktach autentycznych co zostało potwierdzone w książce Piotra Zychowicza pt. "Wołyń zdradzony czyli Jak dowództwo AK porzuciło Polaków na pastwę UPA".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz